poniedziałek, 30 czerwca 2008

Pozdrowienia z Bangkoku







Jestesmy w Bagkoku, wielkim kosmopolitycznym miescie, gdzie malo kto posluguje sie jezykiem angielskim. Najlepszy kontakt lapiemy z transwestytami, ktorzy sa tutaj najweselsi i najmilsi. Miasto usmiechu mozna wlozyc miedzy bajki, bo mieszkancy wydaja sie byc znudzeni turystyka. Slyszelismy juz zreszta wczesniej, ze Bangkok niekoniecznie oddaje nastroj Tajlandii, ktora najlepiej poznawac z perspektywy prowincjonalnych miasteczek.

Wczoraj, czyli pierwszego dnia, udalo nam sie juz zobaczyc kilka najwazniejszy atrakcji, czyli najwiekszy, bo 46 metrowy, posag wchodzacego w stan nirwany Buddy w What Pho i dzielnice czerwonych latarni, gdzie wszyscy oferowali nam gre w ping ponga ;) (czym jest ping pong show opowie sam zaganiacz, ktorego zagadnelam wreszcie na jednej z ulic i ktory pozwolil nagrac swoja wypowiedz na kamere). Mackowi co 5 minut probowano tez zupelnie jawnie wcisnac porno DVD , mimo ze kurczowo trzymalismy sie za reke. Prawdopodobnie uzanali, ze przyda mu sie troche odmiany.

Najmilsze chwile spedzilismy w spa, oddajac sie w rece dosc poteznych i ku mojej uciesze nieurodziwych Tajek. W Tajlandii salony masazu odwiedzane sa czesciej niz kluby fitnesu. Jest to bowiem staly element dbania o psyche i some. Efekty czuje sie natychmiast. Zbite przez nagromadzony stres miesnie masazystka rozbija swoimi silnymi rekoma i kiedy juz przezyjemy ten pierwszy bol, ogarnia nas blogie rozluznienie.

Wbrew pozorom Bangkok nie ocieka seksem i nie wydaje sie byc niebezpiecznym miastem. O tym, ze seksturystyka kwitnie w calej Tajlandii przypominaja tylko pary typu bialy, podstarzaly grubasek i mloda sliczna Tajka. Buddysci nie widza w tym nic zdroznego. Cialo nie jest grzeszne, jest tylko cialem. Mozna wiec spokojnie wymienic 12-letnia corke na sprzet gospodarstwa domowego.

Co rozczarowuje? To paskudne zarcie. Czyzby tajska kuchnia w Europie byla pozytywnie podkrecona? A moze, w przeciwienstwie Wietnamu, jedzenie z ulicy nie jest wlasnie tym najlepszym? Zlym znakiem jest, ze tesknie spogladamy w strone Mc Donalda, do ktorego praktycznie nigdy nie zagladamy.

Za dwa dni powinnismy byc na polnocy Laosu. Chcemy nacieszyc sie dzika przyroda, pojsc na gorska wycieczke oraz spac u mieszkancow malowniczych etnicznych wiosek. Teraz tylko kwestia zorganizowania lotu i opuszczamy na jakis czas Tajlandie.

Ps.: Specjalne pozdrowienia dla Magdy K. :))

sobota, 28 czerwca 2008

Pytanie: Co robi Ania o 5 rano na lotnisku w Doha po 6-godzinnym locie z Europy? Odpowiedz: Buszuje w sklepie z kosmetykami.

Zostalem sam z plecakami, zaspany, wymeczony, z perspektywa spedzenia za chwile kolejnych 7 godzin w samolocie, zas Ania...

- Podobaja Ci sie moje oczy? - zapytala przysuwajac glowe do mojej na odleglosc 10 cm. - Podobaja - odpowiedzialem, probujac jednoczesnie dostrzec jakiekolwiek roznice, gdyz pytanie wydawalo sie byc z rodzaju podchwytliwych. - Tusz sliwkowy. Swietny prawda?

Nie wiem jaka sila lub moc kosmiczna sprawia, ze na kazdym lotnisku, wiekszej ulicy znanego lub nieznanego miasta lub zwyczajnie w przerwie na lunch powtarza sie ten sam rytual. Ona zauwazajac katem oka perfumerie, wyrusza na poszukiwanie, testowanie i wachanie kosmetykow ulubionych marek, ktore obydwoje znamy juz chyba na pamiec. Ja podazam za nia i staram sie omijac wzrokiem sprzedawczynie, ktore ostatnimi czasy dostrzegly w mezczyznach latwiejszych do urobienia klientow.

Tym razem jednak moja lowczyni nie wroci chyba z polowania z trofeum. Zniechecila ja wyraznie niemoznosc przeliczenia tutejszych cen na euro. Co za szkoda... Na dodatek wlasnie zaczeli wpuszczac pasazerow do naszego samolotu ;)